sobota, 30 marca 2013

Rozdział 4. "Sophie, to One Direction!"

~Rosalie~

-Sohpie, to chyba tutaj! - krzyknęłam do siostry wskazując na małą, przytulnie wyglądającą kawiarenkę na rogu dwóch ulic. 
-Chyba tak! - odkrzyknęła Sophie szczelniej owijając swoją szyję szalikiem. Podbiegła do mnie powoli uważając na każdą szczelinę. 
-Nie pozwolę Ci więcej założyć szpilek. - pokręciłam głową z dezaprobatą. Dziewczyna tylko prychnęła i unosząc wysoko głowę ruszyła przed siebie. 
-Rose, chcesz się przebrać? - zapytała z uśmieszkiem klepiąc swoją obszerną torbę. Szybko załapałam aluzję i pokiwałam głową. 
-Z przyjemnością. 
   Mocny wiatr, ani trochę nie pasujący do dzisiejszego słonecznego dnia, natychmiast przestał nam przeszkadzać, kiedy tylko otworzyłyśmy drzwi od "Little Bird". Wewnętrzna część budynku idealnie odwzorowywała zewnątrz. Ładne, beżowe meble i jasno urządzone pomieszczenie napawało każdego klienta radością i życiem. Tak naprawdę, "kawiarenkę" powinno nazywać się kawiarnią, ze względu na jej wielkość. Jeszcze kilka sekund temu nie powiedziałabym, że ten lokal może być aż tak duży! 
Usiadłyśmy do pierwszego wolnego stolika i nawet nie zdążyłam wysłać ciepłego uśmiechu do jednego z pracowników obsługi, gdy przed nami pojawiła się kelnerka. Dosyć wysoka, szczupła, na oko moja rówieśniczka, posiadaczka bardzo ładnych, rudych włosów. 
-Witamy w "Little Bird". Proszę, oto menu, za chwilkę zjawię się ponownie, aby wziąć zamówienie, a tymczasem polecam kremówkę. - uśmiechnęła się życzliwie i zniknęła równie szybko co przyszła.
-Miła obsługa, nieprawdaż? - zaśmiała się Sophie. Pokiwałam tylko głową i otworzyłam kartę przyniesioną wcześniej przez dziewczynę. Przewertowałam ją kilkakrotnie, jednak wciąż nie mogłam niczego wybrać. 
-Wiesz co wybierasz? - zerknęłam na siostrę. Ta tylko westchnęła i ponownie zagłębiła się w czytaniu. Zrezygnowana postawiłam na polecone przez rudowłosą ciasto. 
-Już można? - kelnerka jakby wyrosła spod ziemi. Sophie aż podskoczyła na fotelu. 
-Jeżeli chodzi o mnie to tak, a ty Soph? - odparłam.
-Ja najchętniej wzięłabym wszystko. Z racji tego, że nie mogę się zdecydować wezmę kremówkę. - zaśmiała się. To niesamowite, że ona zawsze jest taka szczęśliwa i tryskająca radością. 
-To dwa razy kremówkę. 
-OK. - pokiwała głową dziewczyna zaciekle notując coś na małej karteczce. - Coś do picia?
-Herbata. - powiedziałyśmy równocześnie z Sophie rozśmieszając tym samym kelnerkę. 
-Jak bliźniaczki. - westchnęła. - Ale, wracając do pracy, herbata zwykła czy owocowa?
-Dla mnie zwykła. - odpowiedziałam i spojrzałam pytająco na brunetkę. 
-Dla mnie również. 
-Jasne, już się robi. - uśmiechnęła się pracownica i wolnym krokiem odeszła od stolika. 
-Ona jest chyba jakąś ninja czy coś. - powiedziała niedowierzająco Sophie. Już miałam otwierać buzię, aby potwierdzić, gdy do knajpy wpadła piątka rozwrzeszczanych chłopaków. Moja towarzyszka również to zauważyła i szybko się odwróciła. 
-O B-B-B-B-B-Boże. - zaczęła się jąkać. Po paru sekundach przypatrywania się nowym klientom również pobladłam.
-Sophie, to One Direction. - pisnęłam cicho, nie chcąc aby ktokolwiek mnie usłyszał. 
-Wiem. - mruknęła siostra poprawiając włosy. - Dobrze wyglądam? Nie chcę aby Zayn śmiał się z moich nieułożonych włosów. 
-Sobą się nie martw, spójrz lepiej na mnie! Coś do poprawy? 
-Nie. - pokręciła przecząco głową. - Ale wykorzystam okazję, że jeszcze mnie nie widzieli i polecę się przebrać do łazienki. 
-Ja z Tobą. - złapałam jej rękę i wstałam z drewnianego krzesełka starając się zrobić jak najmniej hałasu. Powoli tupałyśmy do łazienki, gdy na kogoś wpadłam.
-Ojej, przepraszam bardzo. - łkała nasza kelnerka nieskutecznie próbując zmyć plamę po herbacie widoczną na mojej sukience. - Jaki wstyd, jaki wstyd. 
-Nic się nie stało, i tak właśnie szłam zmienić ubrania. - zaśmiałam się i wskazałam łazienkę. Ruda nerwowo pokiwała głową i schowała ją w swoich lokach. Wchodząc do łazienki automatycznie zerknęłam w lusterko. Ubrudzenie nie było zbytnio widoczne, ponieważ miałam bardzo kolorową sukienkę. 
-Sophie, daj moje ciuchy. - powiedziałam do siostry zdejmując z przemęczonych stóp szpilki. Dziewczyna szybko wyciągnęła ubrania z torby i z uśmiechem podała mi je, następnie znikając w jednej z kabin. Bez zastanowienia podążyłem jej śladem i w ułamku sekundy przebrałam się w różowe rurki, czarną bokserkę oraz stary, wyciągnięty sweter w niebiesko-białe pasy. 


Sophie założyła żółtopomarańczowy sweterek, dziurawe jeansy oraz śmiesznego fullcapa. No tak, jej styl. Nie był zbyt dziewczęcy, ale modny i wygodny. 
-Idziemy? - zapytała się mnie poprawiając czapkę. Pokiwałam głową i przybierając uśmiech wyszłam z łazienki. Tym razem to Soph na kogoś wpadła.
-Oj, przepraszam. - pisnęła rozpoznając w tym kimś Nialla Horana. 
-To ja przepraszam. - zarumienił się i posyłając jej nieśmiały uśmiech odszedł w swoją stronę.
__________________________________________________________________________________
HEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEJ. 
To znowu ja, Niazza. Kasik niestety nie mógł dodać rozdziału, ale jestem przekonana, że następny będzie należał do niej :3 
Więc, jak widzicie, dziewczyny znajdują się w przemiłej kawiarence. Jak myślicie, co będzie dalej pomiędzy Niallem i Sophie? Czy Rosalie poczuje się zazdrosna? Czy dziewczynom powiedzie się w popularnym programie? Wszystkiego dowiedzie się w następnych rozdziałach!
Mam również do Was wielką prośbę - jeżeli ten blog się podoba, to polećcie go innym czy coś, aby tych obserwujących i odwiedzin oraz komentarzy nabić jak najwięcej. 
A teraz z innej paki - jak u Was przed świętami? Czujecie je jakoś? Bo ja tak :) 
I teraz, dla Directioners, wierszyk ułożony przeze mnie:

W święta wielkanocne,
Niazza życzy Ci,
abyś kiedyś wyszła
za całe Łan Di!

A po Twoim ślubie,
niech nasi mężowie
robią z Tobą takie rzeczy,
jakie Hazz ma w głowie.

Liaś niech ucieka,
przed łyżek stosikiem,
Loui niechaj śpiewa
swym słodkim głosikiem.

Niall zapewne chciałby
skoczyć do Carrefoura,
Zaynowi wystarczy
lustereczek fura.

Wypisywać dalej
ja tu nie mam po co.
Po prostu niech chłopcy
jak gwiazdy Ci migoczą! 


PAMIĘTAJ - CZYTASZ = KOMENTUJESZ. NIBY NIC A DAJE DUŻO RADOŚCI! :) // Niazza



czwartek, 7 marca 2013

Rozdział 3. "Chodźcie na przedmieścia Londynu, do Little Bird"

 ~perspektywa Sophie~
Niebardzo uśmiechało mi się godzinne łażenie po mieście, w dodatku w tych butach. Ulice Londynu nie były zbyt równe, a złamana noga nie była mi do szczęścia potrzebna. 
-Sophie, może się jednak zatrzymamy? - spytała się siostra, rzucając nerwowe spojrzenie w moją stronę. 
-Nie, dam radę. - zachwiałam się, ale w ostatniej sekundzie Rose przytrzymała mnie. 
-Soph, zamknij twarz. Wiem, że nie usiedzisz w miejscu, a przez całe miasto nie będziemy szły. Cholera, po co on ogląda ten mecz... 
-Mecz?! - odskoczyłam jak oparzona. - Cholera, Rose, dzisiaj jest mecz! Muszę się teraz i natychmiast przetransportować do domu! 
-Już, czekaj. Masz jakąś kasę?
-No mam parę funtów. 
-Na taksówkę nam nie starczy...
-Ale na autobus tak. - wymieniłam z nią szybkie spojrzenia, i poleciałyśmy w stronę pierwszego lepszego przystanku. 
***
-To... tym do domu? Nie, czekaj, ten jeździ na ulicę nieopodal naszej. Kurczę, nie ogarniam tego. - opadła na ławkę blondynka, po kilkuminutowym wertowaniu rozkładu jazdy.
-Może zapytajmy się kogoś. - zaproponowałam z uśmiechem. 
-Serio, chcesz się pytać tej staruszki? - wskazała na siwowłosą kobietę z laską kupującą bilety. 
-Czemu nie. - wzruszyłam ramionami i z uśmiechem podeszłam do starszej kobiety. - Przepraszam... - dotknęłam delikatnie jej ręki, na co ona wypuściła  podpórkę. Lustrowała mnie chwilę wzrokiem, po czym niepewnym głosem zapytała:
-Tak? 
-Chciałabym się zapytać jakim autobusem mogę dojechać do kafejki Little Bird? - uśmiechnęłam się ładnie, aby zachęcić kobietę do rozmowy. 
-Ah, pewnie. - odetchnęła z ulgą. - Autobus nr 153, powinien być za jakąś minutkę. Właśnie tam jadę. 
-Naprawdę? Co za zbieg okoliczności. No cóż, dziękuję za pomoc. Miłego dnia! - pożyczyłam, po czym odwróciłam się i pewnym krokiem odeszłam w stronę Rose. 
-Niezła jesteś. - przybiła mi piątkę. -To który autobus?
-153. Właśnie jedzie. - zerknęłam na ulicę i za chwilę wsiadałam do pojazdu. 

~perspektywa Harry'ego~
Wychodziłem właśnie z chłopcami z miejsca, w którym odbywały się przesłuchiwania do x-factora. 
-I co chłopcy, wspomnienia wróciły? - poklepał mnie po plecach Liam. 
-Pewnie. - odpowiedział szybko Niall, szykując się do szerszej wypowiedzi. 
-Aha, chłopcy, szykujcie jakieś słuchawki, bo się tutaj zanudzicie. - zażartował Louis, czego zaraz pożałował. Niall nie tylko rzucił na szatyna to swoje przeraźliwe spojrzenie, ale też poczochrał mu włosy. 
-Dalej policzymy się w domu. - rzucił szybko Irlandczyk patrząc na świetnie wykonaną robotę. 
-I co teraz, i co? Kevin się mnie przestraszy. - "histeryzował" Tomlinson wprawiając nas wszystkich w znakomity humor. 
-Ej, a może by tak pójść do parku, jak już mówimy o Kevinie? - zaproponował Zayn. 
-Dobry pomysł. - zgodził się Liam. 
-Byliśmy w parku już wczoraj, i przedwczoraj. Znudził mi się. - wzruszyłem ramionami mając nadzieję, że chłopcy zrezygnują z wycieczki. 
-Popieram Stylesa! - uśmiechnął się Niall. 
-Mam lepszy pomysł. Może pojedziemy autobusem do jakiejś kawiarenki? Dawno nie jechałem autobusem. - odezwał się Louis. Rzuciliśmy szybkie spojrzenia na Daddy'ego, który tylko bezradnie rozłożył ręce. Tym znakiem zgadzał się na większość naszych zachcianek. 
-Niall, jaka kawiarnia najlepsza? - zerknęliśmy na chłopaka. 
-Chodźcie na przedmieścia Londynu, do Little Bird. Sprzedają tam świetnie ciastka i perfekcyjne Cappucino... - rozmarzył się blondyn. Wiadomo było, że Niall na jedzeniu zna się najlepiej, więc nie wymyślając ruszyliśmy w miejsce wskazane przez chłopaka. 

***

~Sophie~
-Rose, zadzwoń do Jacoba, żeby nie przyjeżdżał. Pójdziemy do tej kafejki, zjemy coś, bo głodna jestem, napijemy się kaw, pogadamy i wrócimy do domu. Dobra? - rzuciłam w stronę dziewczyny. 
-Dla mnie bomba. - uśmiechnęła się i szybko sięgnęła po telefon. W czasie gdy ona dzwoniła, ja wyjrzałam przez okno. Krajobraz naszego miasta wyglądał ślicznie i nie potrzebowałam nic więcej do szczęścia. 

-I won't let these little things slip out of my mouth, 
but if I do, it's you, oh it's you, they add up to,
I'm in love with you, and all your little things. - usłyszałam refren Little Things i natychmiast odebrałam telefon. 
-Słucham? - powiedziałam do słuchawki. 
-Hejaa Soph, tutaj Lilianne. Jak Ci poszły te przesłuchania do x-factora? 
-O hej Lily. - przywitałam się z przyjaciółką. - Nic nie powiem, niedługo powinnaś się dowiedzieć. 
-Będziecie w TV? - zdziwiła się. 
-No, raczej... Sama nie wiem. - zaśmiałam się. 
-Jasne, jasne. Miałabyś może ochotę spotkać się, jakoś niedługo? - zaproponowała dziewczyna.
-Nie wiem, nie wiem. Mówisz o takim zwykłym babskim spotkaniu na ploteczki czy większy wypad na miasto?
-Chyba raczej to drugie. 
-Ok, może jutro? 
-Mi pasuje. Słuchaj, lecę. Mama zabiera mnie i bachorka do kina. Cześć!
-Pa. - pożegnałam się, wrzucając telefon do torby. 
___________________________________________________________________________________
Witaaam! 
Na razie tylko jeden komentarz, ale za to ile wejść :o 
Dużo, bardzo dużo, bo przecież blog został założony niedawno. Połowa z nich to pewnie ja i Kasia, ale druga połowa to wy! 
Jejciu, dziękujemy <3 
Chcę przeprosić za jakość rozdziału, bo nie zalicza się on do najlepszych, jednak mam nadzieję, że będziecie komentować :3 
Jeszcze wytłumaczę nazwę Little Bird - jest ona zupełnie wymyślona, na szybko, zwykła zwyczajna nazwa, pierwsza lepsza jaka wpadła mi do głowy. 
Kochamy Was! I PAMIĘTAJ - CZYTASZ = KOMENTUJESZ // Niazza

wtorek, 5 marca 2013

Rozdział 2. ,,Rose! Przeszłyśmy!!!''

- [...] These wings are made to fly. - łagodnie zakończyłam nasz występ.
Zastanawiałam się co powiedzą jurorzy. Spodoba im się... Nie spodoba im się... Będziemy wychodziły zadowolone z siebie... Czy smutne...
Z moich przemyśleń wyrwały mnie brawa i krzyki na sali. Po chwili podszedł do nas prowadzący.
- Widzę, że publiczność już was kocha! - powiedział patrząc na ludzi na widowni - Teraz dowiedzmy się co o waszym występie sądzą jurorzy.- spojrzał na jury - Cheryl?
 - Fantastycznie. W którymś momencie Rose, dobrze mówię?
- Ta-a-ak.
- W którymś momencie w refrenie Rose troszkę sfałszowała, ale to nie zmienia sprawy. Również jestem na tak. - powiedziała uśmiechnięta brunetka.
- To teraz może Nicole.
- Mi też się bardzo podobało. Macie cudne głosy. Jak się nazywasz? - powiedziała, spoglądając na moją młodszą siostrę.
- Sophie. - odpowiedziała natychmiast.
- A więc Sophie bajecznie grasz na gitarze. Jestem tobą zachwycona. Mogłabyś zagrać coś jeszcze specjalnie dla mnie?
- Oczywiście. - odpowiedziała i zaczęła grać One Thing, a prawie wszyscy na sali zaczęli śpiewać solówkę Liam'a.
Kiedy skończyła znów rozległy się donośne brawa. Kiedy sala ucichła znów usłyszeliśmy głos Nicole.
- Pięknie. Cudownie. Po prostu nie mam słów.
- Czyli jesteś na tak? - spytał z zadziornym uśmieszkiem prowadzący
- Tak - powiedziała roześmiana kobieta
- I Simon na koniec. 
Jeszcze opinia Cowell'a. Dla mnie i Sophie najważniejsza. Bardzo go ceniłyśmy gdyż, wypromował naszych idoli. One Direction.
-  Nie podobało mi się. - już po chwili dało się słyszeć ciche buczenie naszych 'fanów' - Nie podobało mi się, bo ... - moje oczy stały się szkliste - Bo bardzo mi się podobało! - krzyknął mężczyzna (czyt. wujek Simon)
Stanęłam jak wryta. Po chwili podeszła do mnie Sophie i ścisnęła mnie.
- Czyli ty też jesteś na tak? - znów zobaczyłyśmy ten cwaniacki uśmieszek
- Tak. Jestem w 100 procentach na tak.
 Zaczęłyśmy skakać i piszczeć z radości. W tej chwili nie liczyło się nic innego. Tylko my i to, że przeszłyśmy dalej.
- Podziękuj. - szepnęła do mnie siostra. Znów słyszałyśmy gromkie brawa i donośne krzyki. Z tego co usłyszałam to było to coś w stylu - Rose, Sophie.
- Dziękujemy. - powiedziałam w stronę jury. Chciałam powiedzieć coś więcej, ale nie mogłam już dłużej powstrzymywać radości. Podeszłyśmy do stołu, przy którym siedzieli jurorzy i uścisnęłyśmy wszystkich po kolei. Złapałam Sophie za rękę i zeszłam ze sceny, a ona za mną.
- Rose! Przeszłyśmy!!!
- Tak, kochanie. Ale już się uspokój. Zaraz przyjedzie Jacob i odwiezie nas do domu.
- Ejj, ty się wcale nie cieszysz! - powiedziała i połaskotała mnie
Zaczęłam śmiać. Wiedziała, że zawsze zacznę się śmiać, kiedy ktoś mnie łaskocze.
- Czekaj. Dzwonię do Jacoba.
Wyciągnęłam mojego telefona. Otwieram kontakty.
- Angela, babcia, Kate - wyliczałam na głos moich znjomych - no jest. w końcu Jacob.
-Kurde! Nie odbiera... Dzwonię do Toma.
- Halo?
- Hej Rose. Jak tam poszedł wam casting?
- Dobrze jest. Przeszłyśmy dalej. Ale nie po to dzwonię. Jest z tobą Jacob?
- Nie... W domu jest. A ja w mieście, zakupy robię.
- W domu?! Przecież miał się gdzieś poszwędać, a potem przywieść nas do domu. - wydarłam się do telefonu - debil... - szepnęłam
- Zadzwoń do niego. Może po was przyjedzie.
- Myślisz, że nie dzwoniłam? Spróbuję jeszcze na domowy zadzwonić.
- Jak coś to możesz na mnie liczyć.
- Dziękuję. Kończę. Do zobaczenia
- Do zobaczenia. Pozdrów Sophie
- Dobrze, dobrze. - odpowiedziałam chłopakowi i rozłączyłam się.
- Sooophie! Jacob jest w domu. Jeszcze raz do niego zadzwonię. Może w końcu odbierze.
Siadła na pobliskiej kanapie, nic nie odpowiadając.
- Halo?
- No cześć. Co się stało, że tak do mnie wydzwaniasz?
- Ymm... Miałeś na nas czekać... I jakoś cię tutaj nie widzę...
- No tak - jestem w domu. Mogę przyjechać.
- Oczywiście. Mam nadzieję, jak najszybciej.
- Hmmm... Sądzę, że chwilę poczekacie, bo oglądam mecz. Przyjadę za jakąś godzinę.
- Ej no! Idioto!
- Cicho mała.
- Po pierwsze - nie jestem mała. Jesteś ode mnie tylko rok starszy, więc nie przesadzaj.  Po drugie - jak sądzisz, gdzie się podziejemy, przez ten czas, kiedy ty będziesz leżał na kanapie i oglądał mecz?!
 - Idzcie do miasta. Na zakupy. Hmm...?
- Zauważ, że jesteśmy w króciutkich sukienkach, szpilkach, bez kasy.
- Może jakoś przeżyjecie - zaśmiał się - Przyjadę za godzinę. Paaa
- Pfff... Debil.
- Sophie! Idziemy poszwędać się po mieście!
- Doobra. - odpowiedziała markotnie siostra
----------------------------------------------------------------------------------------
Heeejka! Tu Kasik! Niazza już mnie pospieszała, więc dokończony na szybko. Więc rozdział ode mnie już jest. Teraz tylko czekajcie na Niazzę :3

poniedziałek, 4 marca 2013

Rozdział 1. "Zaprezentujemy piosenkę Wings..."

-Sophie, choleeeraa, spóźnimy się, spóźnimy, rozumiesz?! - szturchała mną moja siostra Rose, latając jednocześnie po całym pokoju.
-Debilko, po co mnie budziłaś... - podrapałam się w głowę, po czym spojrzałam na zegarek. - Jest dopiero siódma rano!
-Dopiero?! MŁODA, ZAPOMNIAŁAŚ, ŻE MAMY DZISIAJ PRZESŁUCHANIE?!
-Nie, nie zapomniałam. Ale ty zapomniałaś, że przesłuchanie jest dopiero o 12:00. - opadłam bezwiednie na poduszkę, jednak za chwilę energicznie się podniosłam. - I jeżeli jeszcze raz nazwiesz mnie młoda, to przysięgam, że Ciebie zabiję i uduszę. Jestem tylko o rok młodsza.
-Dobra, wiem. Możesz mnie zabić tylko weź rusz ten leniwy zad i zacznij się szykować. - spojrzała na mnie dziewczyna. 
-Jasne, jasne. - zwlekłam się z łóżka. - Ale ty robisz śniadanie! - krzyknęłam jeszcze za wychodzącą Rose, jednak nie usłyszałam odpowiedzi. Przeczesałam palcami moje długie, brązowo-blond włosy i podeszłam do szafki z ubraniami. Po chwili zamknęłam ją z lekkim westchnieniem i niepostrzeżenie zaczęłam się skradać do pokoju obok. Nacisnęłam delikatnie klamkę i wślizgnęłam się do środka, zaraz tego jednak pożałowałam. 
-A co tutaj robi moja kochana siostrzyczka? - Rose jakby wyrosła spod ziemi. 
-Bo...ja... no... ten... - zaczęłam się jąkać. - Bo ja chciałam ubrania pożyczyć.
-Bierz co chcesz, tylko uważaj na nie. - puściła mi oczko i z uśmiechem przepuściła mnie, tak abym swobodnie mogła dojść do jej garderoby. 
-Masz dzisiaj jakiś dzień dobroci dla Sophie? - mruknęłam grzebiąc wśród stert legginsów, jeansów i różnokolorowych topów. 
-Nie wiem o czym mówisz. - prychnęła z oburzeniem i wyszła z pokoju. Po długich przeszukiwaniach ogromnej ilości przeróżnych tkanin znalazłam piękną, zwiewną sukienkę. Poleciałam jak na skrzydłach do mojego pokoju i dobrałam do niej skórzaną kurtkę, beżowe dodatki oraz - dla kontrastu - fioletową torebkę, która również idealnie pasowała do ubioru.
Zeszłam na dół, plącząc i potykając się. 
Buty na obcasie to jednak nie moja bajka. - pomyślałam i z głową w chmurach, weszłam do kuchni. Przywitały mnie okrzyki i gwizdy. 
-Hej Jacob. - dałam buziaka w policzek mojemu przyjacielowi, po czym poczochrałam czuprynę drugiego chłopaka. - Cześć Tom.
-Ej, a buziak gdzie? - oburzył się młodszy. Z racji tego, że stałam już przy lodówce i smarowałam kromkę masłem, odwróciłam się w jego stronę i przyłożyłam rękę do ust, a następnie wysłałam mu całusa. 
-Zadowolony? - zaśmiałam się. 
-Bardzo. - odparł, wyciągając rękę w górę, w celu "złapania" przesyłki. 
- Jacooob, podwieziesz naas? - stanęła w progu Rose, robiąc swoje błagalne oczka. Widziałam, jak chłopakowi opadła szczęka, na co się tylko uśmiechnęłam. Widać było, że moja siostra ewidentnie mu się podobała. 
-Pewnie, że Was podwiezie. - machnął ręką Tom, odpowiadając za swojego brata. Wraz z blondynką uśmiechnęłyśmy się do nich ciepło, a zaraz potem usłyszeliśmy głośne burczenie w brzuchu. 
-Ktoś tutaj jest głodny. - powiedział młodszy z chłopców, szturchając lekko w ramię Rose. 
-Cicho. - pokazała swoje lśniące zęby blondynka. Biały uśmiech idealnie komponował się z kwiatową sukienką.




Postawiłam na stole kanapki i zerknęłam w stronę dziewczyny. 
-Masz, jedz. Ja lecę szybko sprawdzić pocztę. - złapałam klucze do skrzynki i wybiegłam na podwórko. Wychodząc z domu, pociągnęłam nosem. Do moich nozdrzy szybko doleciał zapach londyńskiego przedmieścia. Świeżo skoszona trawa, wszędzie kwiaty. Kolory przeplatały się z żółtym, niebieskim, czerwonym czy fioletowym, na śliczny, jasny i intensywny zielony. Tak, zdecydowanie zgadzałam się z tym, że życie w Londynie nie musi być zabiegane, stresowe i monotonne. Cała w skowronkach, pobiegłam do małego pudełeczka na słupie, które stało zaraz obok białego płotu. Delikatnie przekręciłam kluczyk, a pokrywa natychmiast się otworzyła, powodując mój odskok do tyłu. Lekki wietrzyk powiał, sprawiając tym samym, że listy wysypały się na chodnik. Kucnęłam szybko i zerknęłam na adresatów. Ciocia, babcia, wujek... Spośród listów od rodziny, znalazłam małą kopertę z napisem "Po rodzicach". Pokręciłam głową i z myślą, że to kolejne, niepotrzebne nam pieniądze do życia wróciłam do domu. Rzuciłam listy na stół i odwróciłam twarz od przyjaciół. Nie chciałam aby widzieli, że niedawna, tragiczna śmierć rodziców trochę zepsuła ten wspaniale zapowiadający się dzień. 
***
-Hej! - powitał nas miły głos prowadzącego. - Jak się czujecie z tym, że za chwilę wbiegniecie tam na scenę, przed tych surowych i wymagających jurorów? - Spojrzałam na siostrę. Widziałam jej paraliż, więc zapinając pasek od gitary z uśmiechem odpowiedziałam:
-Oczywiście, trochę się boimy. Najbardziej zależy nam na opinii Simona, wzbudza on w nas podziw. Myślę, że jak wypowie się on pozytywnie, wszystko pójdzie tak jak się spodziewałyśmy. 
-Dobra, dziewczyny. Lećcie na scenę, dajcie z siebie wszystko, i wróćcie mi tutaj z maksymalną ilością "TAK!". - po tych słowach przekręciłam mój instrument na plecy i ciągnąc blondynkę za rękę, wbiegłyśmy na scenę. 
-Dzień dobry. - uśmiechnęła się do nas ciepło jurorka. - Przedstawcie się, powiedzcie nam, co dzisiaj wykonacie. 
-Nazywam się Rose Stewart, a to moja młodsza siostra, Sophie. - odezwała się już znacznie bardziej rozluźniona dziewczyna. 
-Zaprezentujemy piosenkę "Wings", którą śpiewają dziewczyny z Little Mix. - wzięłyśmy głęboki oddech, a po chwili otoczyły nas pierwsze dźwięki muzyki. 

_________________________________________________________________________________
Cześć! Chciałam przywitać Was na moim pierwszym, wspólnym blogu. Będę go prowadziła razem z Kasią. Mamy nadzieję, że historia Wam się spodoba i będziecie ją komentować oraz oceniać. Chciałybyśmy poprosić Was o podawanie tego bloga, naszym marzeniem byłoby uzyskać dużą ilość czytelników! Niedługo, możecie się spodziewać kolejnego rozdziału, tym razem napisanego przez Kasika. KOCHAMY WAS I PAMIĘTAJ - CZYTASZ = KOMENTUJESZ. // Niazza

P.S Zapraszamy również na nasze indywidualnie blogi
Niazza:
Me And Awesome 5  oraz Can you make it all better?
Kasik:
Tylko miłość może pomóc...